blog marketing

Kłamstwo w sieci – czyli jaka część Internetu jest fałszywa?

Kłamstwo w sieci - czyli jaka część Internetu jest fałszywa?

Wraz z rozwojem marketingu internetowego pojawił się ogrom nowych możliwości. Firmy nierzadko wydają wielkie pieniądze, po to by zaistnieć w sieci. W końcu to w Internecie toczy się największy biznes.

Wykupując usługę reklamową zakładasz, że druga strona wywiąże się z umowy, a Ty uzyskasz oczekiwane efekty. 

Jednak nie zawsze tak się dzieje. Nowe możliwości zarobkowe, to także nowi złodzieje. I tak stało się tym razem.

Nowe możliwości – jeszcze “lepsi” złodzieje?

W listopadzie 2018 roku Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych otworzył akty oskarżenia przeciwko ośmiu osobom. Jakie było ich przewinienie? Okradzenie reklamodawców na kwotę 36 milionów dolarów. 

Już wtedy było wiadomo, że są to dwa największe cyfrowe oszustwa reklamowe jakie do tej pory odkryto. Reklamodawcom cyfrowym zależy na dwóch rzeczach:

  • po pierwsze chcą żeby ich reklama dotarła do jak największej ilości odbiorców, 
  • po drugie chcą witryn “premium”, czyli sprawdzonych i uznanych publikacji, na których będą mogli zamieszczać swoje reklamy. 

Podmiotom przekrętu – Methboth i 3ve – udało się sfałszować obydwie te rzeczy. Tak zwani fałszywi handlarze zainfekowali aż 1,7 miliona komputerów złośliwym oprogramowaniem, które zdalnie kierowało ruch do „sfałszowanych” witryn. Witryny te były puste i zaprojektowane pod kątem ruchu botów. Boty z kolei wyświetlały reklamę wideo zakupioną na jednej z ogromnych internetowych giełd reklam. Według oskarżenia giełdy te również były nieprawdziwe. Ich celem było oszukanie reklamodawców, którzy myśleli, że ich reklama wyświetliła się w witrynie premium, takiej jak Vogue czy The Economist. Jednak w rzeczywistości sprawa miała się zupełnie inaczej. 

Trzeba przyznać, że złośliwe oprogramowanie zostało zaprojektowane w naprawdę przemyślany sposób. Korzystając z wyrafinowanych technik naśladowania ludzi, boty były w stanie udawać kliknięcia i ruchy myszy. Ponadto hakerzy sfałszowali dane logowania do portali społecznościowych, które w sposób niemal nie do odróżnienia udawały zaangażowanych konsumentów.  Niektóre boty były także wysyłane do surfowania po Internecie. W tym czasie ich ruch był odnotowywany przez pliki cookies, które traktowały je jak prawdziwego człowieka. Innymi słowy boty działały jak prawdziwi ludzie, z prawdziwymi ciasteczkami, profilami w social mediach, prawdziwymi ruchami kursora oraz prawdziwymi kliknięciami do stron internetowych. Z wyjątkiem tego, że tak naprawdę wszystko to było jednym wielkim fałszem. Botem a nie człowiekiem. 

Oszustom udało się stworzyć sztuczną stymulację Internetu, gdzie jedyną prawdziwą rzeczą były reklamy wykupione przez reklamodawców. 
Dane z 2018 – źródło: https://thenextweb.com/news/bots-drove-nearly-40-of-internet-traffic-last-year-and-the-naughty-ones-are-getting-smarter

Tutaj pojawia się pytanie: jak część internetu jest fałszywa? 

Najnowsze badania sugerują, że z roku na rok czynnik ludzki w Internecie maleje. Obecnie mniej niż 60 proc. ruchu w sieci to ludzie. Pozostała część, według badaczy generowana jest przez boty. 

W 2013 roku, jak podał magazyn “The Times”, połowa ruchu na portalu YouTube była generowana przez boty podszywające się pod ludzi. Liczba ta była tak duża, że pracownicy obawiali się, że system “zwariuje”.

Oznaczałoby to, że system YouTube, który ma wykrywać oszukańczy ruch, nie byłby w stanie odróżnić botów od ludzi. Innymi słowy ruch botów byłby traktowany jak rzeczywisty, a ludzki jako fałszywy. Pracownicy nazwali to hipotetyczne wydarzenie “Inwersją”, czyli „Odwróceniem”. Fabuła jak w “Zakręconym Piątku”. 

2018 rok możemy określić rokiem inwersji Internetu. Coraz trudniejsze staje się odróżnienie prawdy od fałszu. Tego co faktyczne, od tego co sztuczne. Ciemne zakamarki Internetu pochłaniają coraz więcej miejsca, a boty zyskują liczebną przewagę nad ludźmi. Surfując po sieci nie jesteś w stanie jednoznacznie stwierdzić, co jest generowane ludzką ręką, a co przez bota. Wiele rzeczy trafia do szarej strefy. Zarówno może być prawdziwe jak i fałszywe. 

Fałszywe wskaźniki 

Weźmy coś tak pozornie prostego, jak mierzenie ruchu w sieci. Teoretycznie wskaźniki pomiaru powinny być najbardziej prawdziwą rzeczą w Internecie. Są policzalne, można je śledzić i zweryfikować. Ich istnienie stanowi podstawę działalności reklamowej, która napędza największe platformy społecznościowe oraz wyszukiwania. Jednak nawet tacy giganci jak Facebook nie są w stanie przedstawić faktycznych liczb. A przecież są największą organizacją na świecie, która gromadzi dane ponad dwóch miliardów osób. 

W październiku 2018 roku grupa małych reklamodawców złożyła pozew przeciwko social mediowemu gigantowi. Zarzucili Facebookowi, że przez rok ukrywał, a dokładniej zawyżał dane dotyczące czasu spędzanego przez użytkowników na oglądaniu filmów na platformie (według Facebooka o 60-80 proc., według powodów o 150-900 proc.)

Portal internetowy MarketingLand stworzył listę przewinień w raportowaniu, do których Facebook się przyznał. Znajdują się na niej:

  • błędne raportowania zasięgów postów na stronach Facebooka,
  • czas w jakim widzowie kończą oglądanie reklam wideo,
  • średni czas spędzony na czytaniu “Artykułów Błyskawicznych”,
  • ilość ruchu przekierowującego z Facebooka do zewnętrznych stron internetowych,
  • liczbę wyświetleń filmów wideo otrzymanych za pośrednictwem strony mobilnej Facebooka,
  • liczbę wyświetleń filmów wideo w artykułach błyskawicznych. 

To skłania nas do zadania pytania czy nadal możemy ufać wskaźnikom? I czy w ogóle jest sens? Nawet jeśli chcemy wierzyć w ich dokładność, to musimy założyć, że jakaś część jest nie do końca prawdziwa. Za przykład możemy tutaj podać statystykę z 2018 roku. Facebook podał do informacji publicznej, że 75 milionów ludzi oglądało co najmniej minutę filmików na portalu dziennie. Choć jak sam przyznał 60 sekund w tej minucie wcale nie musiało być oglądane z rzędu. Co nam to mówi? Prawdziwe filmy, prawdziwi ludzie i fałszywe minuty. 

Sztuczni ludzie 

Może nawet nie powinniśmy zakładać, że ludzie po drugiej stronie monitora są prawdziwi. Biznes oparty na kupowaniu i sprzedawaniu wyświetleń wideo stale kwitnie. Wyjątkowo dobrze ma się w serwisie YouTube. Tygodnik “Times” przeprowadził w tej kwestii szczegółowe dochodzenie. Sam YouTube twierdzi, że tylko “niewielki ułamek” ruchu na portalu jest fałszywy. Jednak fałszywi subskrybenci są na tyle dużym problemem, że w połowie grudnia 2018 roku firma podjęła się masowego usuwania tak zwanych “kont spamowych”. 

Według tygodnika “Times” za 15 dolarów można było kupić 5000 wyświetleń na YouTubie, w czym już 30 sekund liczy się jako jedno wyświetlenie.

Klienci korzystający z tej usługi byli przekonani, że kupują wyświetlenia prawdziwych ludzi. Jednak dużo bardziej prawdopodobne jest to, że pochodziły one on botów. Na rynku znajdziemy nawet “farmy kliknięć”. 

“Farmy kliknięć” – to profesjonalnie wyglądające firmy, które zajmują się “nabijaniem” odsłon wideo i pobrań aplikacji. 

Setki pojedynczych smartfonów ustawionych w rzędach na półkach lub ogromnych regałach; na każdym z nich leci ten sam filmik lub pobiera tę samą aplikację. To zjawisko najlepiej obrazuje inwersję Internetu. 

źródło: https://trafficwatchdog.pl/pl/articles/28/jak-dzialaja-farmy-klikow

Mimo, że w takich “farmach” pracują prawdziwi ludzie, to nie możemy powiedzieć, że są to prawdziwe wyświetlenia. Ale jak powinien wyglądać ruch generowanych przez prawdziwych ludzi? Odwrócenie Internetu rodzi dziwne filozoficzne rozterki: czy jeśli rosyjski troll, który wykorzystuje wizerunek Brazylijczyka do podszycia się pod zwolennika Trumpa ogląda wideo na Facebooku, to czy możemy to wyświetlenie uznać za “prawdziwe’?

We współczesnym świecie zmagamy się nie tylko z botami podszywającymi się pod ludzi, ale także z ludźmi udającymi innych ludzi. Dochodzą do tego osoby udające boty (sic!). Podszywają się one pod “osobistych asystentów AI” (Sztuczną Inteligencję), takich jak “M” z Facebooka. Po co? Niektóre firmy technologiczne wykorzystują “ludzkie boty” do pochwalenia się, że posługują się sztuczną inteligencją najnowszej generacji. Jednak jest to zwykłe kłamstwo i iluzja. Jeśli tego byłoby mało, to mamy jeszcze Instagramowych CGI influencerów, takich jak Lil Miquela. Jest to wykreowana dziewczyna z ludzko wyglądającym ciałem i sztuczną twarzą. Za to bardzo prawdziwy jest jej wpływ. Lil Miquela zgromadziła na Instagramie 3 miliony obserwujących. Co gorsza nawet wizerunek ludzi, którzy nie bawią się w podszywanie może zostać wykrzywiony przez  warstwy rozpływającej się rzeczywistości. 

Jak donosi amerykański miesięcznik “The Atlantic”, influencerzy (z krwi i kości) coraz częściej publikują sztuczne treści sponsorowane. Liczą, że przyciągną tym uwagę przedstawicieli marki, którzy zapłacą im za to całkiem prawdziwe pieniądze. 

Sztuczne biznesy 

Pieniądze zazwyczaj są prawdziwe. Jednak “zazwyczaj” to słowo kluczowe. Na początku 2018 roku Jenny Odell – amerykańska pisarka i artystka – zaczęła przyglądać się działalności pewnego odsprzedawcy na Amazonie. Mężczyzna skupował produkty od innych odsprzedawców po niższych cenach, po czym ponownie je sprzedawał (również na Amazonie), tylko za sporo wyższe ceny. Odell odkryła rozbudowaną sieć fałszywych firm, które nie tylko wyłudzały pieniądze, ale także kradły prawa autorskie. Całe przedsięwzięcie okazało się być powiązane z Kościołem Ewangelickim, którego członkowie w 2013 roku wskrzesili Newsweeka jako ślepą farmę spamu, zoptymalizowaną pod kątem wyszukiwarek. 

Pisarka znalazła także stronę nieco podejrzanej księgarni prowadzonej przez odsprzedawców zarejestrowanej w San Francisco. Zastała tam reprodukcję fałszywych witryn sklepowych, które już wcześniej widziała na Amazonie. Asortyment był całkowicie przypadkowy: dobrze sprzedające się książki, plastikowe bibeloty i kosmetyki (najwyraźniej zakupione w hurtowni). “W pewnym momencie poczułam się jak we śnie” – napisała w artykule dla “New York Times”. “Jakbym była na wpół przytomna. Nie mogłam odróżnić tego co wirtualne, od tego co rzeczywiste. Lokalnego od globalnego, namacalnego produktu od obrazka z Photoshopa. Prawdziwego od fałszywego”. 

Fałszywe treści

Amazon nie jest jedyną witryną, która daje wręcz oszałamiające wrażenie nierealności. Do grona serwisów, które borykają się z problemami praw autorskich i kradzieży treści dołącza YouTube. 

Odcinki programów telewizyjnych, których obraz jest przekręcony jak w lustrzanym odbiciu, migające filtry, przycięte ramy, czy sekundowe wrzutki – wiele jest sposobów na uniknięcie naruszenia praw autorskich. W ich towarzystwie pojawiają się filmy vlogerów, którzy nachalnie próbują wcisnąć kolejne produkty i anonimowo wyprodukowane filmiki, które rzekomo przeznaczone są dla dzieci. 

Najczęściej są to pirackie filmy z popularnymi postaciami fikcyjnymi. Te również można zaliczyć do grona podrobionej nierzeczywistości. Tak naprawdę dużo trudniej jest znaleźć fałszywą rzeczywistość. 

W styczniu 2018 roku anonimowy użytkownik Reddita stworzył dosyć prostą w obsłudze aplikację na komputer, opartą na działaniu deepfake (podróbek). Jest to technika obróbki obrazu, która polega na łączeniu wizerunku ludzkich twarzy przy pomocy sztucznej inteligencji. Możesz połączyć swoją twarz np. ze zdjęciem sławnej osoby i zobaczyć, co z tego wyjdzie. 

źródło: https://miroslawmamczur.pl/deepfake-co-to-takiego-i-jak-go-zrobic/

Mężczyzna poszedł jednak o krok dalej i za pomocą jego aplikacji mogłeś jedną twarz zastąpić inną. Tym sposobem ważny polityk mógł skończyć jako gwiazda porno. Natomiast naukowcy z firmy Nvidia pokazali jak podobną technikę można wykorzystać do komputerowego generowania ludzkiej twarzy. Sztuczne facjaty łudząco przypominały zdjęcia prawdziwych ludzi. To otwiera całkiem nowe możliwości fałszerstwa. Przykładowo, rosyjski troll nie będzie musiał kraść zdjęć przypadkowego Brazylijczyka, żeby podszyć się pod zwolennika Trmpa. Po prostu będzie mógł użyć sztucznie wygenerowanej twarzy. Świat przepełniony obrazami deepfake i innymi sztucznie wygenerowanymi zdjęciami to miejsce zupełnie nowych problemów. Wbrew pozorom fałszywe obrazy postrzegane jako prawdziwe, są dużo mniejszym problemem niż prawdziwe obrazy uznane za fałszywe. I tu pojawia się kolejne bardzo ważne pytanie. Kto (lub co) będzie w stanie bezbłędnie rozpoznać różnice w następstwie “Odwrócenia”?

Fałszywa polityka

Utrata prawdziwej i niezbitej rzeczywistości sprawia, że jest to coś za czym coraz bardziej tęsknimy. “Odwróceniu” uległa także polityka. Coraz intensywniej jako społeczeństwo przesiąkamy poczuciem, że jesteśmy oszukiwani i okłamywani. Jednak ta prawdziwa “prawda” dalej istnieje. Tylko nieco się schowała i ciężko ją znaleźć. Dodatkowo w trakcie poszukiwań bardzo łatwo wpaść w pułapkę. 

Filmy na Youtubie, które obiecują pokazać twardą rzeczywistość ukrytą pod przykrywką feminizmu i różnorodności niezwykle angażują nastolatków. Proces ten nazywa się “red-pilling”. Jest to metafora zaczerpnięta z filmu MatrixOznacza przebudzenie się w “realnym świecie”  – wyjście z symulacji komputerowej i ujrzenie prawdziwej opresji. Według tej teorii opresją najczęściej są kobiety, mniejszości rasowe oraz seksualne, których głównym celem jest stworzenie świata wrogiego mężczyznom. Natomiast polityczne spory polegają na wymianie oskarżeń o “sygnalizację cnót”. Idea ta zakłada, że wszelkie akty publicznego zaangażowania są tylko pustą wydmuszką i obie strony politycznego sporu nie podejmują prawdziwych działań. W rzeczywistości dbają tylko o swój dobry wizerunek. Taki zarzut został skierowany w stronę liberałów, że udają swoją politykę, tylko po to by zyskać aprobatę społeczeństwa. Z kolei druga strona sporu została oskarżona o bycie rosyjskimi botami. Jedyną rzeczą, co do której każdy może się zgodzić jest to, że wszyscy w sieci kłamią i są fałszywi.

My też jesteśmy fałszywi 

Ile razy poproszono Cię online o udowodnienie tego, że nie jesteś robotem? Zapewne wiele. Przepisz to dziwne słowo. Ile samochodów widzisz na zdjęciu? Wybierz obrazy przedstawiające sygnalizację świetlną. I spędzasz te kilka minut zastanawiając się czy dolny róg, z czarnym kwadracikiem to jeszcze samochód, czy może już jezdnia. Jak już w końcu uda Ci się wejść na stronę docelową, dostajesz wynagrodzenie w postaci różnych treści. Uderzają w Ciebie naładowane emocjonalnie nagłówki i posty. Klikasz w rzeczy, które normalnie by Cię nie zainteresowały. Ale spokojnie. Algorytmy czuwają i dobrze wiedzą jak zaangażować Cię na kilka dobrych godzin. Czy to już fałszywa rzeczywistość, czy jeszcze prawda? 

Gdzie nas to prowadzi? Ciężko powiedzieć. Nigdzie nie jest jasno powiedziane, że poszukiwanie autentyczności sprzed “Odwrócenia” będzie skutecznym rozwiązaniem problemu. Tym bardziej, że to nawet nie do końca o prawdę, a o zaufanie się rozchodzi. 

Chcemy mieć poczucie, że ludzie i rzeczy, które spotykamy w Internecie są tym, za co się podają. 

Lata rozwoju napędzanego wskaźnikami, dochodowe systemy manipulacyjne i nieregulowane platformy rynkowe stworzyły środowisko, w którym bardziej opłaca się być fałszywym, niż prawdziwym. Więcej korzyści przynosi bycie nieszczerym, a nawet cynicznym. Kłamstwo, przeinaczenie i zniekształcenie wzięły górę nad prawdą. Proces naprawy tego zjawiska jest niezwykle skomplikowany. Wymaga kulturowych i politycznych reform, zaczynając od Doliny Krzemowej i na całym świecie kończąc. Jednak nie ma innej drogi. 

W przeciwnym wypadku Internet stanie się miejscem zgniłym do szpiku kości, gdzie fałszywe będą boty, ludzie i kliknięcia, sztuczne witryny i sztuczne komputery, a jedyną rzeczą, która pozostanie prawdziwa będą reklamy. 

Artykuł powstał na bazie: https://nymag.com/intelligencer/2018/12/how-much-of-the-internet-is-fake.html

Autor

Katarzyna Chocianowska

Copywriting potwierdzony dyplomem dziennikarstwa na UW. Biegle posługująca się językiem angielskim. Fanka reportaży i seriali, przejażdżek rowerowych i kolekcjonowania nowych doświadczeń.

Komentarzy (1)

  1. haiku
    25 czerwca 2021 Odpowiedz

    Ciężko czasami jest zorientować się która faktycznie części czy strona jest fałszywa. Moim zdaniem to my sami powinniśmy przede wszystkim wiedzieć oraz starać się rozróżniać kiedy mamy do czynienia z fake newsem lub inną fałszywą treścią.

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *